Anus mundi

Anus mundi - Wiesław Kielar Dzisiaj skończyłem czytać tą książkę po raz... kolejny. Za każdym razem odkrywam w niej coś nowego i nachodzą mnie nowe refleksje. Kupiłem tą książkę po wizycie w Oświęcimiu - nie ja pierwszy i pewnie nie ostatni. Zwiedzając muzeum odkrywałem miejsca opisane m.in. w "Byłem asystentem doktora Mengele" Miklosa Nyiszli i "Josef Mengele. Doktor z Auschwitz" Ulricha Völkleina. Zwiedzaliśmy małą grupą, więc mieliśmy okazję dyskutować z przewodnikiem. W pewnej chwili jedna z kobiet z mojej grupy stwierdziła, że chyba nikt w tym piekle nie przeżył dłużnej niż rok, na co przewodnik wspomniał własnie Wiesława Kielara i jego książkę "Anus mundi". Autor nie upiększa swojego życia w obozie, nie wybiela swoich poczynań, nie robi z siebie super twardziela. Widzimy zwykłego chłopaka który ma swoje zasady postępowania i ich stara się trzymać, gdy jednak nie wytrzymuje bólu zdradza współwięźnia i cywilnego pracownika stolarni. Nie dorabia do tego górnolotnej filozofii, napisał prosto i bez "bawełny": nie wytrzymałem wieszania za wykręcone do tyłu ręce i wszystko powiedziałem. Książkę powinien przeczytać każdy. Przeczytać i zapamiętać tak, aby nigdy więcej takie miejsca jak Auschwitz nie powstały. Dlatego też nie wolno nam dopuścić do zniszczenia pozostałości tego obozu. Słyszałem od przewodnika po obozie, że coraz częściej jest pytany dlaczego nie pozwolić tej ranie się zabliźnić i nie rozebrać obozu. Moim zdaniem powinien on istnieć i boleśnie wszystkim przypominać do czego prowadzi totalitaryzm i parafrazując św. Tomasza z Akwinu: czerpanie wiedzy z jednej książki.