Jedyne dziecko

Jedyne dziecko - Jack Ketchum Zacznę nietypowo jak dla siebie od podsumowania: ZDECYDOWANIE NIE JEST TO KSIĄŻKA DLA CZYTELNIKÓW O SŁABYCH NERWACH. Podobnie jak przy recenzji „Dziewczyny z sąsiedztwa” posłużę się na wstępie tej recenzji słowami Roberta Ziębińskiego z Newsweek Polska: „Prosta rodzinna historia. On, ona i dziecko. Tylko, ż eon jest potworem, ona pogubiona a ono ofiara. Lubicie horrory o zwykłym życiu? Ten będzie waszym ulubionym. Zwali was na łopatki i nie pozwoli się podnieść. Absolutne mistrzostwo.” Przeczytałem „Dziewczynę…”, cały cykl o kanibalach, dzisiaj „Jedyne dziecko” i dochodzę do wniosku, że dla Jacka Ketchuma nie ma tematów tabu. Wydawało mi się również, że pierwsza ze wspomnianych przez mnie w tej recenzji książek była wstrząsająca, ale dzisiaj już wiem, że to było tylko preludium do tego z czym przyszło mi się zetknąć przy tej historii. W swoim życiu spotkałem się już z wieloma przejawami agresji i brutalności. Przeczytałem dziesiątki książek historycznych i naukowych na temat ludzkiego okrucieństwa, dokonywanych zbrodni, morderstw i samobójstw etc etc. Mimo to nie potrafię obojętnie „przejść obok” cierpienia dziecka. Moim zdaniem nie ma gorszych czynów niż molestowanie oraz fizyczne i psychiczne znęcanie się dzieckiem. W pełni rozumiem recydywistów w zakładach karnych dla których pedofile i dzieciobójcy znaczą mniej niż gów… które przykleił się do buta. Nie potrafię zrozumieć dorosłego człowieka który maltretuje 2-3 latka, a już kompletnie nie mieści mi się w głowie gdy czyni to ojciec lub matka. W tej książce mamy historię ojca który molestuje własnego syna i dodatkowo znęca się nad nim psychicznie, mając wsparcie ze strony własnych rodziców. Dodatkowo w tej historii zawodzi również system prawny, który początkowo zadziałał sprawnie by po chwili zawieść na całej linii doprowadzając do wielkiej tragedii – jakiej nie zdradzę. Książka jest bardzo dobrze przedstawionym studium psychologicznym odczuć ofiary, sprawcy i osoby walczącej o wyrwanie dziecka ze strefy wpływów bestii. Ta książka na bardzo długo pozostanie w mojej pamięci, tym bardziej że tacy ludzie jak Arthur Danse (pedofil), Lydia McCloud (matka) i Robert (dziecko) żyją obok nas i często tylko od nas zależy czy zwrócimy na nich naszą uwagę i nie pozostaniemy głusi na krzywdę dziecka. W takich sprawach nasze działanie to nie wtykanie nosa w cudze życie, a tylko i wyłącznie cywilna odwaga którą okażemy w walce ze skrajną patologia.